jueves, 18 de marzo de 2010

Samotność pól bawełnianych w Łaźni Nowej


2010-03-19 19:00
2010-03-21 21:00
samotnosc_pol_bawelnianych_gal4
os. Szkolne 25
Łaźnia Nowa
30/20 zł
Samotność pól bawełnianych, głośny multimedialny spektakl Teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach, hit Boskiej Komedii 2009, będzie można obejrzeć w Łaźni Nowej w Krakowie trzykrotnie: 19., 20. i 21. marca, każdego wieczoru o godz. 19.00. 

Treścią Samotności pól bawełnianych jest namiętny poetycki dialog pomiędzy Klientem i Dealerem o dealu (wymianie) jako zasadzie międzyludzkich kontaktów. Dwóch młodych, odzianych w czarne garnitury mężczyzn rzuca w publiczność mocne słowa, za którymi stoi równie mocna muzyka.

"Aktorzy działają poza ograniczeniami własnej fizyczności, kinetyki przez naszą cywilizację uprzywilejowanej i ekspresji przez naszą kulturę tolerowanej. Widz dostaje na talerzu emocje wyprane i odarte z tego, co na co dzień je ogranicza, porządkuje i temperuje. Nosimy je przecież w sobie i od dziecka uczymy się, jak sobie z nimi radzić. A potem uczymy nasze dzieci. I nieopatrznie przychodzimy na seans teatru Radka Rychcika, żeby zobaczyć te emocje w izolacji od wszelkich ograniczeń i konwenansów (...) Rychcik brutalnie i z dużą stanowczością wydobył bowiem z ciał swoich aktorów coś, czym głęboko i skrycie wszyscy jesteśmy podszyci - lęk, że nigdy tego najbardziej istotnego, najbardziej dotkliwego braku nie zaspokoimy, a wszystko inne pozostanie tylko częściowe i pozorne".
Festiwal BOSKA KOMEDIA Kraków

Łaźnia Nowa będzie jednym z pierwszych teatrów, na których deski poleje się gorący pot maksymalnie eksploatowanych aktorów. Będzie też jednym z pierwszych, których mury zadrżą od grających na żywo Natural Born Chillers.

Bernard-Marie Koltes - Samotność pól bawełnianych Reżyseria: Radosław Rychcik
Tłumaczenie: Marian Mahor
Scenografia: Maria Stoces
Muzyka: grupa Natural Born Chillers
Premiera: 3. października 2009

Obsada:
Dealer - Wojciech Niemczyk
Klient - Tomasz Nosiński

sábado, 9 de enero de 2010

Versus--In the Jungle of Cities

nytheatre.com review archive

nytheatre.com review
Mitchell Conway ·
A scene from <em>Versus--In the Jungle of Cities</em>
Pictured: A scene from Versus--In the Jungle of Cities (photo © Teatr Nowy)
Versus is dangerous theatre. Using Bertolt Brecht's In the Jungle of Cities as a jumping-off point, Teatr Nowy brings a brave, upsetting, and astounding work from Krakow to the Under the Radar Festival. The performance is in Polish, with English titles.
Director Radoslaw Rychcik has created a distinct performative world that I would certainly say fits the categorization "Brechtian." Every scene begins with an announced and projected title. The four actors consistently enter or exit in a line along the same upstage right diagonal. Almost all dialogue takes place with the performers facing out to the audience rather than each other. The action never resembles anything realistic, which I found quite satisfying.
As the audience enters, Natalia Kalita is crouched center stage. There is something immediately vulnerable about her as she looks around the audience, and due to the combination of her being gorgeous, scantily clad, in a strenuous position, and the object of observation, it already feels like she is somehow being exploited. Then the play begins, and the opening speech delivered by Kalita is utterly captivating. Her tense physical journey through reflections on the nature of watching wrestling draws a direct parallel to its content: we relish observing violence. This production gives the audience the satisfaction of an actor's physical strain, but then pushes it beyond what is entertaining and into what is uncomfortable, even nauseating. As Maria, Kalita scrubs the floor to Motown in a repeated pattern to the point of wheezing and collapsing.
Maria is the sister of George Garga, a book clerk. Tomasz Nosinski is demented, twitchy, and totally fascinating in this role. The main action revolves around the competitive relationship between Garga and Shlink, a lumber dealer, played with suave authority by Tomasz Szuchart. The plot development is not a focal point, but rather serves as a foundation expressing the dynamics of exploitation.
Amidst the exploits of the two men, the two women are treated as property. Shlink arrives and immediately takes Jane, Garga's girlfriend, as his own. In one moment Szuchart grabs Anna Gorajska as Jane by the neck and ankle, and she swings from upright to being casually held by him from only those parts. In another scene, Gorajska is blindfolded, naked, and singing. She is sexualized but devoid of identity; totally objectified in her inability to perceive or respond.
Shlink exerts complete dominance over Garga. In a scene entitled "Garga thinks about Shlink," Nosinski just thrashes his body with progressively more violent speed. But, then Shlink gives over his whole business to Garga, asks to be his servant, and allows Garga to marry Jane. Shlink then desires Garga's sister Maria, who Garga swiftly hands over. Before she is stopped and taken by Shlink, Maria begins to slap herself so violently that I cringed for Kalita.
Then comes a scene with Maria and Shlink holding hands while Jane pulls down and pulls back up multiple pairs of underwear. During this dialogue Szuchart looked so ill I thought his eyes would burst. I cannot tell what he was doing or how, but I was revolted by whatever was going on.
Choreographer Dominika Knapik deserves mention for the journeys accomplished by repeating a set of movements at different rates with different energies. A playful hugging match between brother and sister turns into a betrayal. A jealous spat between two women messing each other's clothes turns into a slow sexual undressing. Similar form is executed with tangibly different content in the dances as they progress.
The performers' powerful physical and vocal dedication overrides the disorientation of often poorly aligned supertitles. Doing Brecht using four characters is confusing in the first place. But again, the plot is not the priority here. This production is successful because its four fantastic actors are willing to push their bodies to the brink, as well as their sanity. The whole thing is risky. That's why it is great theatre.
Through detachment and pain it addresses issues of exploitation, including an audience's relationship to watching violence, and our expectations of entertainment. It's frightening to think about the implications of how a little violence is entertaining, but if the violence gets too real or too incessant, it becomes disgusting. Wrestling is entertaining because it's safe in many ways. The parameters are accepted. Certain ways in which we exploit or do violence to others we accept: moderate civilian casualties, paying an illegal immigrant just below minimum wage, a minor increase in yearly violent crimes, limited instances of police brutality, etc. One might say it comes from an attempt to be realistic. This production really forces consideration of when violence changes from acceptable, or entertaining, into unacceptable, and despicable. When do we stop being realistic; stop conceding to the perceived limits of reality? Why aren't we disgusted by all violence and exploitation? I undoubtedly find certain levels of violence entertaining, and I think it's worth thinking about why that is and what type of world it allows.
Opened: January 6, 2010
Closed: January 17, 2010

Artists Involved

  • Cast: Anna Gorajska, Natalia Kalita, Tomasz Nosinski, Tomasz Szuchart
  • Author: Bertolt Brecht
  • Director: Radoslaw Rychcik
  • Producer: Teatr Nowy
http://www.nytheatre.com/showpage.aspx?s=vers9445

jueves, 15 de octubre de 2009

SKANDAL W KIELCACH

nie tylko o obnażaniu się na scenie …

 
  Od kilku dni słyszę komentarze na temat
sztuki „Samotność pól bawełnianych” i dochodzę
do wniosku, że ten specyficzny eksperyment reżysersko-
menedżerski nadzwyczaj się w Kielcach udał, spektakl
Radosława Rychcika, wystawiony w Teatrze kierowanym
przez Piotra Szczerskiego, nikogo bowiem z widzów nie
pozostawia obojętnym. Niezależnie od płci, orientacji,
zapatrywań artystycznych, światopoglądu itd. Czyż nie
tego oczekujemy od dobrych przedstawień? Poruszenia?
Zatrzymania? Zastanowienia? Poczucia niemal realnego
Muszę przyznać, że sztuka Bernarda Koltésa,
która wcześniej zupełnie mnie nie przekonała i nie
olśniła, zaistniała na kieleckiej scenie i przemówiła
dzięki koncepcji reżyserskiej i świetnej grze aktor-
skiej. Sposób podania słowa, pokazanie wszelkich
możliwości ekspresji, na jakie pozwalał tekst,
przywiązywanie wagi do każdego gestu – wszystko
to złożyło się na sukces przedstawienia. Wojciech
Niemczyk w roli Dealera stworzył kreację niezwykłą

i wyjątkową. Sugestywny do bólu, prawdziwie i szcze-
rze oddający cierpienie człowieka bez nadziei
poszukującego (porozumienia, miłości, zaspokojenia,
„transakcji”), obnażający się dużo bardziej niż Klient
(Tomasz Nosinski). Na pewno tej roli nie zapomnę.
Tomasza Nosinskiego w ogóle ciężko będzie zapomnieć.
To jego rewelacyjna gra pozwala bowiem widzom
niemal namacalnie poczuć bezmierną samotność
i zagubienie człowieka, zagubienie, którego można
doświadczyć tylko w kontaktach z innymi. Z nami,
z publicznością.

 Traktuję to przedstawienie jako szczególne
współistnienie obrazu, muzyki, słowa. Zmasowany
atak na zmysły. Muzyka na żywo w wykonaniu Natural
Born Chillers sprawia, że widz ma poczucie realności
obserwowanych sytuacji. Pokaz multimedialny autor-
stwa Marty Stoces uzupełnia i wzmacnia przekaz
sztuki. Jest tam trochę przemyconej pornografii,
ale przecież zwierzęca seksualność bohaterów jest
bezpośrednią przyczyną brania udziału w polowaniu,
a chęć erotycznego panowania nad drugim człowiekiem
jest wpisana w wiele życiowych „dealów”. Zwłaszcza
gdy spada maska, a dusza musi się całkowicie poddać
ciału. Gdy zostaje samotność. Bo przecież każdy jest
sam w czasie transakcji…
fot .
Marzena Marczewska
www.teatr-zeromskiego.com.pl/nowa/gazeta/gazeta_10_2009.pdf  

martes, 6 de octubre de 2009

Tego jeszcze nie było. Aktor rozebrał się w kieleckim teatrze

Na scenie kieleckiego teatru rozbiera się młody aktor Tomasz Nosinski. Na scenie kieleckiego teatru rozbiera się młody aktor Tomasz Nosinski. (Łukasz Zarzycki)
Przeczytaj więcej

Czegoś takiego w kieleckim teatrze jeszcze nie było! Na scenie pojawiła się nagość. Wygląda na to, że sztuka Bernarda Kotlesa "Samotność pól bawełnianych" w reżyserii Radosława Rychcika słusznie zapowiadana była jako ryzykowny eksperyment...
Całkowita nagość aktora Tomasza Nosinskiego może zaskakiwać i szokować, jednak, jak podkreśla dyrektor kieleckiego teatru Piotr Szczerski, jest ona "podana" w bardzo estetyczny sposób, daleki od wulgarności.

Aktor przez całą sztukę występujący w garniturze, na końcu zdejmuje go, stając przed publicznością obnażony nie tylko z ubrania. Jego bohater obnaża się w ten sposób emocjonalnie.

Szczerski podkreśla, że spektakl nie jest przeznaczony dla publiczności w wieku szkolnym, gdyż oprócz wspomnianej już sceny rozbieranej, pokazywane są w nim także projekcje video zawierające treści erotyczne.

Więcej w poniedziałkowym "Echu Dnia".

http://www.echodnia.eu/apps/pbcs.dll/article?AID=/20091006/KULTURA04/831607394

lunes, 5 de octubre de 2009

Poetycki slam o samotności w teatrze

Monika Rosmanowska

"Samotność pól bawełnianych", najnowsza premiera kieleckiego teatru, szokuje. I daje widzowi, przyzwyczajonemu traktować teatr jak rozrywkę, w twarz. Raz za razem.


Fot. Paweł Małecki / Agencja Gaz


Sztuka Bernarda-Marie Koltesa w reżyserii Radosława Rychcika to rzecz o przypadkowym spotkaniu dwóch mężczyzn. Dealer (w tej roli Wojciech Niemczyk) ma coś do sprzedania, Klient (Tomasz Nosiński) - chce coś kupić, ale nie potrafi nazwać swojej potrzeby. Nie o zwykłą transakcję tu jednak chodzi, ale raczej o pokazanie relacji panujących w dzisiejszym społeczeństwie, relacji, które traktowane są w kategoriach czysto użytkowych - wymiany, dealu. Niemczyk i Nosiński, Dealer i Klient, wymieniają się więc słowami, minami, dotykiem i... nic z tego nie wynika. Tekst Koltesa, ostry, pełen metafor, zapętleń, niedomówień, pełen "szumów", z których odcedzić trzeba to co istotne - tak jak powieści Michela Houellebecqa, Philippe Djiana czy Douglasa Couplanda - jest lustrem, w którym widzimy samych siebie i ten widok do najprzyjemniejszych nie należy. To lustro pokazuje, że w tym swoim triumfalnym pochodzie ku lepszej przyszłości doszliśmy tylko do punktu, w którym istnieje pożądanie, lecz nie ma obiektu pożądania, istnieje przymus konsumowania, lecz nie bardzo wiemy, na co mamy ochotę i co miałoby nas zaspokoić, bo na pewno nie seks, narkotyki czy pieniądze. Świat w oczach Koltesa to świat, w którym pustka osacza i nie daje o sobie zapomnieć, a człowiekiem rządzi nieopisany lęk przed samotnością.

W tym spektaklu widz w kameralnej atmosferze Pokoju Becketa konfrontowany jest tylko z dwoma aktorami, dwoma postaciami i słowami. To one są tu najważniejsze. Towarzyszy im nowoczesna, transowa, klubowa muzyka grana na żywo przez młody zespół Natural Born Chillers, która dodatkowo akcentuje emocje postaci, ale, niestety, od wypowiadanych słów - a tekst łatwy nie jest i wymaga od widza nieustannego skupienia - odwraca uwagę.

Choć w spektaklu (który jest raczej połączeniem koncertu, dyskoteki, poetyckich slamów czy imprez klubowych niż tradycyjnym spektaklem) dwóch aktorów, opowiadając o rozpaczliwej samotności i braku uwagi ze strony innych, usiłuje zwrócić na siebie uwagę widzów. Wojciech Niemczyk i Tomasz Nosiński dają z siebie wszystko. Tańczą, wyginają ciała w konwulsyjnych pozach, tikach, drgawkach i prowadzą dialog naładowany skrajnymi emocjami, pełen nerwowych pisków, krzyków i skowytów (brawa dla Wojciecha Niemczyka za efektowną scenę z narastającym, histerycznym krzykiem), jak gdyby chcieli własnymi ciałami powiedzieć: tak, świat oszalał, ale nie to jest najgorsze. Najgorsze jest to, że my w tym świecie żyjemy i musimy żyć dalej. Pytanie tylko: jak w tym szaleństwie odnaleźć metodę na siebie, na spokój, na przyzwoitość, na zaspokojenie?

Reżyser Radosław Rychcik wytrąca widza z równowagi. Żongluje emocjami, szokuje. I sprawia, że wobec tego, co na scenie, nikt nie pozostaje obojętny. Tak jak na sobotniej premierze, znajdą się tacy, którzy przywitają spektakl brawami na stojąco, i tacy, którzy wyjdą przed jego zakończeniem. Większość z tym, co zobaczyła, zmierzy się dopiero po powrocie do domu. Bo chyba tak należy interpretować nieśmiałe - jak na kieleckie realia - oklaski na zakończenie spektaklu. Gorzej, jeśli te brawa były tylko kurtuazyjną reakcją dobrze wychowanej publiczności. Bo tak to już jest, że wolimy oglądać na scenie coś, co wprawi nas w dobry nastrój, niż nagiego (dosłownie) życiowego popaprańca - Klienta i histeryka - Dealera. Nie zdziwiłabym się, bo zawsze, gdy przeglądamy się w oczach innych, wolimy wierzyć w to, iż jesteśmy piękni i zabawni, niż gburowaci i brzydcy. Radosław Rychcik pokazuje, że jesteśmy brzydcy, a świat jest pełen samotności, cierpienia. Pełen życiowych nieudaczników, poszukujących spełnienia snu o powszechnej szczęśliwości. Nie wszyscy istnienie takiego świata przyjmują do wiadomości i nie dla nich zapewne jest ta sztuka. Ale nie znaczy to, że takiego świata nie ma i że nie warto pokazywać go, by ostudzić trochę zachwyt nad sobą i tym światem.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kielce

miércoles, 24 de diciembre de 2008


Tomasz Nosinski, jest absolwentem Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie, którą ukończył w 2008 roku.
Związany z teatrami krakowskimi: Nowym i Łaźnia, dużo pracuje z Radosławem Rychcikiem, reżyserem. Projekt "Samotność pól bawełnianych" Bernarda M. Koltesa, którego premiera miała miejsce w naszym teatrze w październiku 2009 roku, w reżyserii Rychcika, właściwie zdecydował o najbliższej zawodowej perspektywie Nosinskiego: od sezonu artystycznego 2010/2011 jest w zespole aktorskim Teatru im. S. Żeromskiego. Brał udział w warsztatach Krystiana Lupy, ponadto ma na swym koncie role w takich spektaklach jak m.in. Versus, Sen nocy letniej, Kuszenie cichej Weroniki. Spektakl "Samotność pól bawełnianych" okazał się ogromnym sukcesem, a Tomasz Nosinski, na koniec ubiegłego sezonu został wyróżniony za rolę Klienta przez jedną z kieleckich redakcji.
Poza tym, że kocha teatr i w nim widzi sens swojego życia - jest koneserem wina, wszelkich sztuk plastycznych, muzyki. Ukończył także kurs pilotażu.

http://www.teatr-zeromskiego.com.pl/nowa/zespol/nosinski/nosinski.html#

martes, 13 de mayo de 2008

Kaja Migdałek, ...

Weronika zostaje sama
O "Kuszeniu cichej Weroniki" Roberta Musila, rozmawiają Kaja Migdałek, 
Karolina Sokołowska, Tomasz Nosiński i Szymon Kaczmarek. 

Skąd się wziął pomysł na realizację Kuszenia cichej Weroniki Roberta Musila?
Szymon Kaczmarek: Kiedy byłem na pierwszym roku reżyserii, uczęszczałem
na zajęcia do Krystiana Lupy. Mieliśmy do wyboru siedem tekstów, nad
którymi mogliśmy rozpocząć pracę. Wybrałem Kuszenie… Musila. Już wtedy
współpracowałem z Tomkiem i Karoliną. Pomyśleliśmy wtedy, że można by jeszcze
coś zrobić z tym tekstem. W tym roku nadarzyła się okazja - Dominik Nowak
zaproponował nam jego realizację w ramach Festiwalu Europa. Skorzystaliśmy
z tej możliwości i trwają próby. Kuszenie cichej Weroniki to niezwykły tekst -
ma w sobie jakąś tajemnicę, która sprawia, że po pierwszej lekturze nie do
końca wiadomo, o co chodzi…

A o co może chodzić? Podczas próby padało wielokrotnie słowo "samotność".
Karolina Sokołowska: Patrząc przez pryzmat postaci, którą gram, mogę powiedzieć,
że jest to spektakl przede wszystkim o samotności, całej biedzie tego stanu,
niemożności kochania.
S. K.: Chodzi o uchwycenie pewnego momentu przesilenia w życiu. Kuszenie cichej
Weroniki to tekst o dojrzewaniu do istotnej zmiany, zapadaniu się w doświadczeniu.
Kluczem do jego zrozumienia jest totalne w nim zanurzenie i przemiana, która może
nas po tym spotkać.
Tomasz Nosiński: Chciałbym wiedzieć, o czym to naprawdę jest. Johannes,
którego gram, pragnie zagłębić się w nieznany mu świat kobiety, konkretnie -
Weroniki. Krążę wokół osoby, której nie rozumiem. Pozostaję w jej orbicie.
S. K.: Mnie się to podoba. Wyobraź sobie dwie osoby przeciwnej płci w
pustej przestrzeni. Nawet jeśli nie robią nic szczególnego, jest to scena miłosna.
Mężczyzna i kobieta pasują do siebie jak w matematycznej układance.
Dwa razy dwa równa się cztery - to równanie jest zawsze prawdziwe,
ale jest w tym jakiś podstęp. Ten sam powód, który wywołuje miłość,
może doprowadzić do nienawiści. Czwórka jest zawsze czwórką, ale…
Wydaje mi się, że tak myśli Musil. W przypadku Johannesa i Weroniki dzieje
się podobnie.
Kaja Migdałek: Ich spotkanie jest niezwykle cenne. To, że Johannes spotyka
Weronikę pozwala mu zaistnieć na nowo i skonfrontować się z rzeczywistością.
Weronika kusi go, wprowadza w świat swojej wyobraźni i tym samym
 doprowadza do jego wyzwolenia - Johannes decyduje się na wyjazd.
Weronika otwiera go na świat, daje mu możliwość nawiązania kontaktów z
innymi ludźmi.
S. K.: Przypomnij sobie ostatnią scenę z Procesu Franza Kafki. Tuż przed
śmiercią Józef K. rozpościera szeroko ręce. Jest to gest ostatniego
otwarcia. Jeżeli przeprowadzimy analizę jego relacji z innymi bohaterami,
to odkryjemy brak kontaktu między nimi. Trudność otwarcia się na
innych jest problemem zarówno Johannesa jak i Weroniki. Każde z nich w
jakiś sposób się z nim konfrontuje. Ale to Johannes robi krok w przód,
Weronika natomiast próbuje, ale jej się to nie udaje.
K. M.: Weronika przegrywa, a wygrywa Johannes.
Relacja między Weroniką a Johannesem jest silnie nacechowana 
erotycznie…
K. S.: Tak, oboje wpadają w pułapkę ludzkiej seksualności. Ich pragnienia
różnią się od siebie, blokują się wzajemnie w dążeniach do ich
realizacji, co powoduje niemożność ich całkowitego zespolenia.
Obydwoje mają chore wyobrażenia - jedno na temat kobiet,
drugie na temat mężczyzn. Rozmijają się ze sobą.
K. M.: W tym wypadku seksualność rozdziela, a powinna łączyć.
T. N.: Paradoksalnie, w niemożliwości ich spotkania jest jakieś
spełnienie. Coś podobnego możemy odnaleźć w filmie Clinta
Eastwooda Co się wydarzyło w Madison County, historia miłosna
głównych bohaterów streszcza się do trzech dni wspólnego życia.
Ten czas może być traktowany jako całe życie, albo sposób na
przeżycie reszty swoich dni. Myślę, że to, co się dzieje między
Weroniką i Johannesem rzutuje na ich przyszłość. Chwile spędzone
razem to takie całe życie, na całe życie.
K. S.: Tak to trzeba traktować. Spektakl powinien być radykalny,
zamykać w sobie całą historię bohaterów.
Ostatecznie Johannes i Weronika podążają odrębnymi drogami.
S. K.: Tak, ale warto się czasem sparzyć, rozczarować. Trzeba
zaryzykować, żeby móc coś przeżyć, zgodzić się na taki "syf",
jak cierpienie. Weronika i Johannes są wpuszczeni w szaleństwo
poniżenia i cierpienia, które wzajemnie sobie zadają.
K. M.: Nie robią tego ad hoc, świadomie…
T. N.: Półświadomie. Trzeba zainscenizować problem,
żeby móc się do niego potem ustosunkować.
Co jest problemem Weroniki? Jej ciało?
K. S.: Właściwie tylko jedno - brak miłości. Skoro nie może być z
Johannesem (nie chce z nim wyjechać), rezygnuje z niego. Weronika
obserwuje swoje ciało i dostrzega, że się starzeje. W niej samej narasta
wewnętrzny konflikt.
S.K.: Weronika boi się siebie, swojego starzejącego się ciała. Boi się,
że niedługo zamieni się w swoją chorą ciotkę.

Wydaje się, że jest w waszej wersji Kuszenia… gra z widzami. 
Bohaterowie zdają sobie sprawę z ich obecności.
S. K.: Publiczność występuje w roli obserwatora, mając jednocześnie
świadomość, że nim jest. Tak jest na przykład w scenie snu Weroniki,
która zdaje sobie sprawę z istnienia siedzących ludzi. Jest też tak,
że Weronika odprowadza Johannesa na pociąg. Oboje wychodzą na
moment z teatru. Jego wyjście z tej przestrzeni jest wejściem w rzeczywistość.
Można traktować teatr jako pułapkę wyobraźni, gdzie realizuje się
pragnienia, przeżywa się pewne sytuacje po to, żeby móc nie doświadczać
ich w życiu. Johannes odchodzi, żeby coś w nim zmienić, po to wychodzi
z teatru. Widzowie też z niego wyjdą i będą musieli zrobić coś z tym, co
zobaczyli.

Co się dzieje dalej z Weroniką?
S. K.: Po wyjeździe Johannesa wraca do swojego więzienia, do
teatru wyobraźni, który tworzy na własny użytek. Weronika zostaje
sama. Podgląda ludzi przez dziurkę od klucza. Staje się własną ciotką.
Staje się nią.
       
Teatr Nowy w Krakowie
Robert Musil
Tłumaczenie: Zofia Rybicka
"Kuszenie cichej Weroniki"
Reżyseria i adaptacja: Szymon Kaczmarek
Scenografia: Kaja Migdałek
Muzyka: Dawid Rudnicki
Światła: Kaja Migdałek, Szymon Kaczmarek
Obsada: Karolina Sokołowska, Tomasz Nosiński
premiera 11.05.2008r. Teatr Nowy w Krakowie
http://www.teatry.art.pl/!rozmowy/wzsm.htm